Tutaj można jeszcze zabrać głos w sprawie wyciągnięcia z marszałkowskiej zamrażarki projektu ustawy o związkach partnerskich:
http://wyborcza.pl/0,115313.html.
Na fb powstało stosowne wydarzenie, które przyciąga również wszelkiej maści przeciwników projektu - i tych, którzy mówią na poziomie, i tych, którzy... hmm... nie mówią na poziomie.
Zajrzałam na tablicę tegoż wydarzenia, bo Em tam dzielnie walczył (Em, podziwiam Cię za rzeczowość w obliczu totalnej impregnacji na argumenty). I po raz kolejny zalała mnie krew. I doszłam do wniosku, że ja zdecydowanie nie jestem tolerancyjna. Moja tolerancja kończy się tam, gdzie zaczyna się ignorancja i ciemnota. Obiecałam sobie, że to jest ostatni raz, kiedy polemizuję z argumentami typu:
1. małżeństwa homoseksualne są nienaturalne
2. zalegalizujmy jeszcze związki ze zwierzętami
3. dwa kontakty i dwie wtyczki do siebie nie pasują
4. po cholerę wam, homoseksualistom, więcej i więcej
5. wszystkie sprawy można uregulować u notariusza
6. zakaz pedałowania
7. homoseksualiści hajtają się po to, żeby mieć dzieci
- Małżeństwa homoseksualne są nienaturalne -
Bardzo mnie urzeka to nawiązywanie do natury. Używanie płynu do naczyń jest nienaturalne - można je myć piaskiem w rzece. Pozbywanie się owłosienia z ciała jest nienaturalne - nie po to te włosy rosną, żeby je usuwać. Chodzenie do lekarza i branie leków jest nienaturalne - w końcu na tym polega prawo naturalne, żeby słabsze jednostki były eliminowane. Picie coli jest nienaturalne - czy cola wypływa z jakiegoś górskiego źródła? Używanie talerzy i sztućców jest nienaturalne - mamy zęby i paznokcie.
Poza tym, w projekcie nie chodzi nawet o małżeństwa. Ignoranci, bez cennej umiejętności poszukiwania rzetelnych informacji i czytania ze zrozumieniem.
- Zalegalizujmy jeszcze związki ze zwierzętami -
Nie umiem sobie wyobrazić, co ma w głowie osoba, która płynnym ruchem przemieszcza się w swoim procesie myślowym od emocjonalnego związku dwojga ludzi do związku ludzi ze zwierzętami. Wszystko jest nie w porządku z taką wypowiedzią. Sprowadzanie jakiegokolwiek człowieka do zwierzęcia świadczy o elementarnym braku szacunku do drugiej osoby jako jednostki, jest przykre i pokazuje niedostatki we wczesnej fazie kształtowania się człowieka, który takie tezy głosi.
- Dwa kontakty i dwie wtyczki do siebie nie pasują -
Ha ha ha ha ha :)
- Po cholerę wam, homoseksualistom, więcej i więcej -
Nie mówimy o 'więcej, więcej' - mówimy o prawach, które przysługują wybranym obywatelom, a nie wszystkim. Prawo w obecnej formie jest chyba najbardziej jaskrawym przejawem dyskryminacji ze względu na orientację seksualną. Dlaczego ja, jako obywatelka tego kraju, płacąca podatki, ściepiająca się na emerytów, etc., nie mogę realizować tych praw, które mają heteroseksualni obywatele? Ja sobie nie życzę bycia spychaną na margines. Nas (nieheteroseksualnych) jest w tym kraju naprawdę WIELU. Można udawać, że nas nie ma, winszuję selektywnej percepcji, ale to nie zmienia FAKTU, że istniejemy. I to, że chcemy mieć prawo ustanawiania statusu swojego związku na drodze prawnej, to nie powinno być "więcej, więcej", tylko "podstawa, podstawa". Chcemy podstawowych praw, które mają tylko niektórzy obywatele. Co więcej, wyrównanie prawa dla wszystkich obywateli nie godzi w dotychczasowe prawa tych dotychczas wyróżnionych. Dla nich i tak nic się nie zmieni. Nadal będą mogli brać swoje śluby i mieć dzieci.
- Wszystkie sprawy można uregulować u notariusza -
Zatem zrezygnujmy z możliwości zawierania formalnych związków również przez pary heteroseksualne. Skoro wszystko możemy uregulować u notariusza, niech wszyscy regulują u notariusza. Notariuszom będzie żyło się lepiej. Od razu sprawdzimy odsetek rozwodów w sytuacji, w której żeby się w ogóle związać trzeba wyskoczyć z naprawdę grubej kasy, wyższej niż opłata administracyjna.
- Zakaz pedałowania -
Zakaz bycia idiotą. Zakaz śmierdzenia. Zakaz pisania głupot w Internecie. Zakaz rozmnażania się przy IQ poniżej poziomu małpy.
- Homoseksualiści hajtają się po to, żeby mieć dzieci -
Apokalipsa! To moja pierwsza myśl. A teraz newsflash - nie wszyscy chcą mieć dzieci! Nawet nie wszyscy heteroseksualiści!
Dzieci mają w tym kraju wyjątkowo ciężko. Powszechne przyzwolenie na wielopokoleniowy alkoholizm, brak ochrony przed przemocą psychiczną i fizyczną, bieda, nierówne szanse, brak podstawowych umiejętności komunikacyjnych u rodziców, brak weryfikacji psychologicznej rodziców - to wszystko sprawia, że nie znam ani jednej osoby, która nie miałaby choćby mikrourazów związanych z dzieciństwem i kontaktem z rodzicami.
Pokuszę się nawet o nieśmiałą tezę, że dziecku w związku nieheteroseksualnym byłoby nawet trochę lepiej. Głównie dlatego, że nie byłoby to dziecko przypadkowe, z bzykanka na dysce, z dziurawej prezerwatywy, z zapomnianej tabletki antykoncepcyjnej, dziecko z totalnego melanżu czy studniówki. Byłoby to dziecko wyczekane, kochane i dopieszczone. Zakładanie, że dziecku w rodzinie hetero jest lepiej tylko dlatego, że ma rodziców obojga płci, jest co najmniej dziurawe.
Moi przyjaciele, żyjący w związkach z osobą tej samej płci, to bez wyjątku osoby o niesamowitym potencjalne emocjonalnym. Nie sądzę jednak, żeby była to kwestia orientacji - bardziej kwestia tego, że stale od jej odkrycia muszą mierzyć się z problemami, na każdym kroku i etapie życia, począwszy od głupiej rezerwacji pokoju hotelowego dla siebie i "kuzynki", skończywszy na tłumaczeniu mamie, jak wygląda męski seks. Wszystkie te doświadczenia uczą pokory i - na moje oko - wzbogacają wewnętrznie. I bardzo chciałabym, żeby Ci bogaci emocjonalnie ludzi mieli dzieci, wychowywali je w otwartości, pokazywali różne barwy świata, uczyli szacunku...
Ale wracając do początku - nie każdy chce mieć dzieci.
Męczy mnie ten polski zaduch, to epatowanie moralnością, straszenie piekłem, obraźliwe komentarze na ulicach (vide: wtorkowy incydent na Inżynierskiej). Proszę się ze swojej moralności rozliczać w swoich duszyczkach i mnie oraz moich przyjaciół do tego nie mieszać. Czasem zastanawiam się, czy jest jakiś arkusz kalkulacyjny, w którym wszyscy fani naturalności i moralności zbierają punkty, przeliczane potem na..., sama nie wiem, lepszy hotel w niebie. To by wytłumaczyło tę patologiczną gorliwość. Tak czy inaczej, źle mi się żyje w takiej rzeczywistości.